OFICJALNY SERWIS KLUBU
FACEBOOK INSTAGRAM YOUTUBE TWITTER
Poznajmy lepiej Aleksa!
26 marca 2013, 19:57

A. Atanacković: Jestem Serbem, ale czuję się Polakiem

Aleksandar Atanacković jest pierwszym Serbem grającym w Wigrach. Ma pomóc suwalskiemu klubowi w walce o utrzymanie się w II-lidze. W biało-niebieskich barwach zadebiutował 23. marca w jubileuszowym 150 meczu Wigier w II lidze. I był to debiut udany bowiem Wigry wygrały 3:2.

Prezentujemy rozmowę z Aleksem i jego żoną Martą, która ma pomóc kibicom w poznaniu i zrozumieniu Aleksa.

Urodziłeś się w Socjalistycznej Federacyjnej Republice Jugosławii, przez nieco ponad 10 lat byłeś obywatelem Federalnej Republiki Jugosławii, a od dokładnie 10 jesteś obywatelem Serbii. A kim się czujesz?

Aleksandar Atanacković: Byłem, jestem i pozostanę Serbem. Jugosławia składała się z sześciu republik, w tym Serbii. Stolicą Jugosławii był Belgrad, stolica Serbii. Urodziłem się w Belgradzie, a zatem od urodzenia jestem Serbem. Serbem z krwi i kości, od prawie ośmiu lat mieszkającym w  Polsce.

Czym dla Ciebie, oprócz drugiego, po Niemcach, kraju w którym grasz w piłkę, jest Polska.

A.A.: Po tylu latach tu spędzonych czuję się Polakiem, ale to chyba normalne. Tu pracuję, mam kolegów, żonę, która jest Polką, jej rodzinę, która stała się też moją rodziną. Czuję się Polakiem i co do tego nie mam żadnych wątpliwości.

Wróćmy do piłki nożnej. Karierę zaczynałeś w znanym kibicom klubie Partizanie Belgrad, był też nieco mniej znany Hajduk Belgrad i zupełnie nieznana Zvezdara Belgrad .

A.A.: Zvezdara grała w I lidze Serbii, ale tego klubu nie ma już na piłkarskiej mapie.

Jak zostałeś piłkarzem? W Serbii nie mniej, a może bardziej popularną dyscypliną była i jest koszykówka. Miałeś dylemat koszykówka czy piłka nożna?

A.A.: Mój ojciec, a pochodzę ze skromnej, serbskiej rodziny, miał dobre warunki fizyczne, był skoczny i dobrze grał w koszykówkę. Ale to on dokonał za mnie wyboru dyscypliny. Miałem wówczas chyba osiem lat kiedy ojciec zaprowadził mnie na pierwszy trening do Partizana. I nie był to trening koszykarzy, ale piłkarzy. Tak zostałem piłkarzem. W Partizanie przeszedłem wszystkie szczeble piłkarskiego wtajemniczenia, grałem we wszystkich kategoriach wiekowych. W zespołach młodzieżowych byłem kapitanem. Od początku ustawiany byłem jako pomocnik.

Przyznasz, że to niezbyt wdzięczna pozycja na boisku. Pomocnik to człowiek od roboty, czasami czarnej roboty, dużo biega, ale efekty jego pracy zbierają strzelający gole napastnicy. Za udane interwencje kibice podziwiają też bramkarzy. A pomocnik jest potrzebny na boisku, ale on ma pracować, a nie błyszczeć. Nie przychodził ci do głowy pomysł zmiany pozycji, na przykład na bramkarza czy napastnika?

A.A.: Nie. Od początku do dziś bardzo dobrze czuję się grając w drugiej linii. Na pierwszym treningu trener ustawił mnie na tej pozycji i tak zostało. Nie dane mi było „powąchać” zapachu gry na bramce czy w ataku. Może gdybym jako mały chłopak spróbował czegoś innego… Nie spróbowałem i nie żałuję.

W Partizanie osiągnąłeś pełnoletność…

A.A.: I przeszedłem do Hajduka.  Kiedy skończyłem 18 lat zaproponowano mi grę w drugim zespole występującym w II czy III lidze. Nie zgodziłem się. Przez wiele lat byłem kapitanem młodzieżówek i liczyłem na profesjonalny kontrakt z pierwszym zespołem Partizana. Nie przyjąłem warunków Partizana i odszedłem do Hajduka, grającego wówczas w II lidze. Grałem tam chyba dwa lata i wyjechałem do Niemiec.

Po drodze był jeszcze FK Zvezdara Belgrad.

A.A.: To był epizod. W tym klubie trenowałem przed rozpoczęciem ligi, ale nie zagrałem bo dostałem propozycję z niemieckiego SV Wacker Burghausen, który wywalczył awans do II ligi.

Ale tam nie pograłeś. W oficjalnych statystykach w Wackerze masz zaliczone tylko cztery mecze. Co się stało?

A.A.: Nie wyszło. Byłem bliski załamania, zakończenia kariery, nic mi się nie chciało. I wówczas, za namową ojca, wróciłem do Serbii, do Milicionara Belgrad. Ojciec znał prezesa i dogadali się, że pogram w tym klubie, odbuduję formę, a jak coś znajdę jakiś klub zagraniczny odejdę bez problemów.

I znalazłeś:- Zawiszę Bydgoszcz.

A.A.: Najpierw był Kujawiak Włocławek, którego II ligową drużynę, ze mną w składzie, w lutym 2006 roku przejęła Zawisza Bydgoszcz.

Jak to się stało, że trafiłeś do Polski?

A.A.: – Powiedzieć? – to pytanie skierowane do żony Marty

Marta Atanacković: – Jasne że powiedz.

A.A.: Dobra. Do Polski trafiłem za dziewczyną, która grała w koszykówkę w Pabianicach. To ona skontaktowała mnie z pochodzącym z Czarnogóry jej znajomym menadżerem, który miał kontakt z prezesem Kujawiaka, a po fuzji Zawiszy. W czasie jego pobytu w Serbii dałem mu płytę z nagraniami z moich występów na boisku. Zostałem zaproszony na testy i piątego dnia podpisałem kontrakt.

Polskę traktowałeś jako cel czy przystanek na swojej sportowej drodze?

A.A.: Jeśli coś robię, to robię poważnie. Przyjechałem tu do pracy, którą chciałem wykonywać najlepiej jak potrafię. I zostałem …

Nie tylko dla piłki?

A.A.:  … (głośny śmiech). Można powiedzieć, że w Polsce zostałem nie przez przypadek, a przez dziewczynę.

Masz na myśli tę uroczą blondynkę…

A.A.: Dokładnie.

Jak się poznaliście?

A.A.: Na imprezie. Po którymś meczu z kolegą Marcinem Tarnowskim (też gra w Wigrach – dop. wł.) poszliśmy na imprezę, na której spotkałem Martę. Pamiętam tę datę: 4 marca 2006 roku.

M.A.: …(śmiech) Masz bardzo dobrą pamięć.

Ale na tej imprezie dziewczyn było więcej, ale ty wybrałeś Martę? Dlaczego właśnie ją?

A.A.: Dlaczego Marta? Przychodzi na człowieka taki moment, że wpada mu w oko i serce druga osoba. Trafiło na Martę i zostało. Spontan, typowy spontan.

A nie miłość od pierwszego wejrzenia?

A.A.: Nie, chyba nie.

M.A.: Nasza znajomość zaczęła się od wymiany numerów telefonów, później były sms-y, ale tak naprawdę połączyła nas nauka języka polskiego. Oczywiście to ja byłam nauczycielką, ale Aleks okazał się pojętnym uczniem… (śmiech)

A.A.: To prawda, starłem się pisać do Marty korzystając ze słownika języka polskiego, książek, jak  dostawałem odpowiedź – też często sięgałem po komputerowe tłumaczenia, albo o wyjaśnienie prosiłem kolegę. Wiedziałem że muszę szybko poznać polski, bo miałem dla kogo. Dlatego nie rozstawałem się ze słowniczkiem, albo starłem się mieć przy sobie kolegę, który mi pomoże. Wiadomo jak ciężko żyje się winnym kraju nie znając jego języka. To, obok uroczej nauczycielki, też był powód, dla którego przysiadłem ostro do nauki.

Książka to rozumiem, ale kolega na randce, jako tłumacz, a nie rywal?

A.A.: … (śmiech obojga). Byłem pewny Marty i kolegi. Nie byłem zazdrosny o Marcina.

Dlaczego Aleks?

M.A.: Miłości się nie wybiera. To ona wybiera za nas i wybrała Aleksa. Strzała Amora trafiła na podatny grunt. Zaiskrzyło…

A.A.: Ale powiedz, że nie od początku ci się spodobałem, no powiedz. Miało być szczerze…

M.A.: Nie przesadzaj. Zaczęliśmy do wymiany numerów telefonów, później były sms-y, pierwsze spotkania w towarzystwie koleżanki, żeby było raźniej. Na pierwszym spotkaniu poszliśmy na łyżwy…

Wypisz, wymaluj scena z „Love story

M.A.: (…)śmiech. Później były już spotkania we dwoje i tak się jakoś potoczyło i toczy do dziś.

SMS od Aleksa jaki utkwił pani w pamięci?

M.A.: Było ich sporo, a niemal we wszystkich, zresztą tak jest do dziś, Aleks zamiast „y” pisze „i” i odwrotnie. Niektóre wyrazy brzmiały tak dziecinie, śmiesznie, że nie raz czytając je ze śmiechu uroniłam łzę.

A.A.: – Z tym „y” i „i” mam problem do dzisiaj

M.A.: Nie przesadzaj. W porównaniu z tym co było przed kilkoma laty jesteś mistrzem polskiej ortografii, poliglotą.

Polski czy serbski – który język jest trudniejszy?

M.A.: Języki to nie mój konik. Moim zdaniem serbski nie jest językiem trudnym. W obu językach, polskim i serbskim, jest wiele słów bardzo podobnych.

A.A.: Do dziś mam problemy z „y’ ,a le chyba tylko z tym

M.A.: Aleks opanował już polską ortografię lepiej niż nie jeden Polak. Aleks nigdy nie pomylił „ó” z „u”, „rz” z „ż”, „ch” z „h”. Nie wiem z czego się to bierze, zapewne ode mnie.

A.A.: Ale ciągle mam też problem z „ł” i „l”.

 

Kiedy wjechałeś do Polski na czym lub na kim skupiłeś swoją uwagę, bo zapewne nie na „Y” lub „I”? Jak odebrałeś Polskę na pierwszy rzut oka?

A.A.: Zimno, strasznie zimno. Pierwszego dnia mego pobytu w Polsce na termometrze było minus 30 stopni…

M.A.: Minus 35, a Aleks był w letniej kurtce.

A.A. Nie miałem ciepłego ubrania i niewiele pieniędzy na koncie. Zmarznięty wszedłem do sklepu Żabka żeby się ogrzać, a przy za 10 czy 20 złotych okazji kupiłem doładowanie do telefonu. Z kartą poszedłem do domu i znowu zmarzłem potwornie. Już w mieszkaniu zacząłem skrobać kartę doładowania, palcami nie dałem rady. Znalazłem ołówek i tak drapałem, aż zdrapałem wszystko, z numerem włącznie. To było straszne. Zimno, bez pieniędzy, telefonu i daleko od domu. Brr…

 

Narzekasz na zimno, jakim powitała cię Polska, a teraz przyjechałeś na polski biegun zimna. Nie spotkałeś jeszcze na ulicy białego niedźwiedzia?

A.A.: A są tu białe niedźwiedzie?

Znam ludzi, którzy mówią, że je widzieli, spotkali, nawet łapę im ściskali. Ale takie spotkania miały miejsce późną nocą, w czasie powrotów z wesołych, towarzyskich imprez.

 

A.A.: To ja na takiej imprezie jeszcze nie byłem. Ale nie wykluczam, że i mnie coś takiego może się kiedyś zdarzyć … (śmiech)

Koniec żartów, wracamy na boisko. Kujawiak Włocławek, Zawisza Bydgoszcz, Unia Janikowo, Zdrój Ciechocinek, Elana Toruń, Chojniczanka Chojnice, Lech Rypin, teraz Wigry Suwałki. W sumie 169 ligowych spotkań w Polsce, 11 goli, były też żółte i czerwone kartki. Czyżbyś był takim boiskowym rozbójnikiem?

A.A.: Raczej gadułą. Częściej karano mnie za dyskusję z sędziami niż za faule. Staram się trzymać język za zębami, ale jak widzę że sędziowie „kręcą” to wypalam im co myślę i zdarza się, że wyrzucają mnie z boiska. Ale to epizody, bo w polskiej lidze chyba ze trzy razy ujrzałem czerwoną kartkę.

M.A.: Aleks na boisku ma zawsze dużo do powiedzenia.

A w domu?

M.A. W domu rządzę ja. Aleks wprawdzie też dużo mówi, ale ostatnie słowo i tak należy do mnie (śmiech).

I ty się poddajesz?

A.A.: Nie poddaję się, ale co mam powiedzieć…

To co do sędziego, że Marta nie ma racji.

A.A.: Za często dostawałbym czerwone kartki … (śmiech obojga).

Na boisku za czerwoną kartkę zawieszenie na mecz, a w domu walizki za drzwi.

A.A.: Dlatego muszę dorobić klucz, żeby, w razie czego, móc wrócić i prosić o przebaczenie… (śmiech).

Dlaczego wybrałeś Wigry Suwałki?

A.A. Pierwsze pytanie prezesa Dariusza Mazura, kiedy zadzwonił do mnie, brzmiało: Wiesz gdzie są Suwałki? Wiedziałem, z map pogody w telewizji. Spojrzałem na mapę – 400 kilometrów od Włocławka skąd pochodzi żona i gdzie mieszkaliśmy. Daleko, bardzo daleko, bo z reguły grałem w klubach z kujawsko-pomorskiego.

M.A.: Ja pracowałam we Włocławku, a Aleks dojeżdżał do klubów 60-100 kilometrów, najdalej było chyba 150.

A.A.: Miałem propozycje gry w z Bytovii Bytów (aktualnie wicelider gr. zachodniej II ligi – dop. wł.) ale nie dogadaliśmy się i z Okocimskiego Brzesko. Okocimski to inna historia, o której nie chcę mówić. Z prezesem Mazurem szybko doszliśmy do porozumienia i jestem zawodnikiem Wigier. Podobnie jak mój serdeczny kolega Marcin Tarnowski.

Pierwszy kontakt z Suwałkami i Suwalczanami.

M.A.: Ja byłem mile zaskoczona.

A.A. i M.A.: Przyjemne, spokojne miasto, życzliwi ludzie. Każdy spotkany tu człowiek jest uśmiechnięty, przyjaźnie nastawiony, gotowy do udzielenia pomocy. To nie to co w innych miastach gdzie króluje zawiść, rywalizacja, często przeradzająca się w przysłowiowy wyścig szczurów. W Suwałkach tego nie ma. Tu żyje się spokojniej i wolniej, chociaż czas odmierza ten sam zegarek.

M.A.: A pamiętasz, jak po przyjeździe do Suwałk zadzwoniłeś do mnie i powiedziałeś: Marta, jak ludzie dziwnie tu mówią, rozciągają sylaby, czasami odnoszę wrażenie, że śpiewają. Tu panuje niesamowity spokój. Nikt się nigdzie nie spieszy, każdy ma czas nie tylko dla siebie ale i drugiego człowieka. W przeciwieństwie do Aleksa, urodzonego w Belgradzie, ja pochodzę z miasta tylko dwa razy większego od Suwałk. Ale we Włocławku już czuje się i widzi tę pogoń za uciekającym czasem, ten przyspieszony rytm życia. Nie ma tam tego, co jest w Suwałkach, czasu na przemyślenia, odpoczynek. Nie ukrywam, że podoba mi się w Suwałkach.

Suwałki na dłużej czy tylko przystanek na piłkarskiej drodze Aleksa?

M.A.:  Nie ukrywamy, że chcielibyśmy zostać tu na dłużej, ale nie wszystko zależy od nas.

A.A.: Wiadomo jak wygląda sytuacja naszej drużyny po jesiennej rundzie. Punktów trochę mało, a na dziś zagrożonych spadkiem jest aż pięć drużyn. Będziemy walczyć o zwycięstwo w każdym meczu, a co z tego wyjdzie – zobaczymy. Mam nadzieję, ze uda się nam uratować Wigrom II ligę, a jeśli tak się stanie to, też mam taką nadzieję, zostaniemy tu na dłużej. Takie jest życie piłkarza.

M.A.: Taki był świadomy wybór Aleksa, a ja, zostając jego żoną, przystosowuję się do tego stylu życia. We Włocławku miałam stałą pracę i trudny wybór: zostaję w pracy czy jadę z Aleksem. Pojechałam. Na szczęście w Suwałkach tez już pracuję. Mamy mieszkanie. Nie jest źle. Przesiąkłam już piłką i nie zmieniłabym życia żony piłkarza na życie żony, na przykład urzędnika. Jeśli czegoś mi brakuje to spokoju o przyszłość, o to co będzie za rok, dwa, gdzie los rzuci Aleksa, a mnie z nim. Gdybym była żoną urzędnika wiedziałabym to, czego dziś nie wiem. A tak – muszę trzymać kciuki za Aleksa i Wigry. I trzymam.

Za kilka dni święta wielkanocne. Gdzie je spędzicie? W Suwałkach, Włocławku …

M.A.: Na święta jedziemy do mojej rodziny, do Włocławka.

A.A.:  Ja jestem prawosławny, a zatem święta będę miał dopiero 5 maja, Gdzie je będę obchodził? Dziś tylko Bóg raczy wiedzieć.

M.A.: Wielkanoc, w przeciwieństwie do Bożego Narodzenia, zazwyczaj spędzamy w Polsce i razem. Natomiast w Boże Narodzenie, może to wstyd się przyznać, ale razem byliśmy raz czy dwa. Dlaczego? Bo grudzień Aleks ma wolne od gry, treningów. Nie mam wówczas sumienia by powiedzieć mu: zostań ze mną, w Polsce, bo ja mam święta. Wiem, że tęskni za Ojczyzną, rodziną, znajomymi.

A.A.: Rzeczywiście, kiedy wyznawcy prawosławia świętują narodziny Chrystusa w Polsce zaczyna się okres przygotowawczy do wiosennej rundy. Jakim mam zatem wybór? Muszę być tam, gdzie pracuję, robić to czego oczekuje ode mnie mój klub, za co mi płaci.

A.M.: Praktycznie jest tak, że Aleks nie ma świąt ani w Polsce, ani w Serbii, nie ma szans na poczucie wyjątkowej atmosfery towarzyszącej świętom w Polsce. Ale i to nadrobimy.

A.A.: A na razie powspominamy. W Serbii, tak jak w Polsce na Wielkanoc maluje się jajka, obdarowuje nimi sąsiadów, do których idzie się z wizytą. Jest też zwyczaj zbijania jajek.

A dyngus? Biegałeś za dziewczynami z wiaderkiem wody?

A.A.: Nie, takiego zwyczaju u nas nie ma.

M.A.: Ale przyznaj, że w Polsce ten zwyczaj bardzo ci się spodobał.

Oblałeś żonę wiadrem wody?

A.A.: Wiadrem nie, ale trochę ją zmoczyłem.

Mówi się, że Polska słynie z kuchni i pięknych kobiet. O piękne Polki nie będę pytał, bo już dokonałeś wyboru. A kuchnia? Jak ci smakuje polska kuchnia?

A.A.: Zanim poznałem prawdziwą polską kuchnię byłem zwolennikiem fast foodów, a zwłaszcza barów mlecznych.

M.A.: Na początku swego pobytu w Polsce Aleks wybrał się na obiad do baru mlecznego. Zamówił zupę mleczną nie wiedząc co to jest. Kiedy ją zjadł stwierdził, że jest to najgorsza zupa jaką przyszło mu jeść w życiu. Generalni Aleks nie jest wybredny. Zje wszystko co mu podam.

A.A.: Lubię kotlety schabowe, pierogi, zwłaszcza przygotowane przez Martę, piersi kurczaka. Nie lubie za to bigosu, ale od czasu do czasu zjem. No i galarety nie lubię. Marta zaskakuje mnie różnorodnością zup. Gotuje je wyśmienicie. Lubię też chińskie jedzenie, trochę ostrzejsze, z dużą ilością ostrej papryki czy chili.

Co dziś jest dla Was najważniejsze.

A.A.: Zdrowie, przede wszystkim zdrowie

M.A.: I szczęście

A.A: O tak, szczęście będzie nam bardzo, bardzo potrzebne.

Życzę zatem zdrowia, szczęścia i wesołych świąt w gronie rodzinnym we Włocławku.

Dziękuję za rozmowę.

MiA.A.: A my wszystkim kibicom życzymy radosnych świąt.

Wywiad przeprowadził: Tadeusz Moćkun

UDOSTĘPNIJ NA FACEBOOKU
SPONSORZY
SPONSORZY GENERALNI
PATRONAT SAMORZĄDOWY
SPONSORZY OFICJALNI
SPONSOR MEDYCZNY

WIGRY SUWAŁKI 1947-2017


RAZEM TWORZYMY LEGENDĘ

WIGRY SUWAŁKI S.A.


WIGRY SUWAŁKI S.A.

Zarzecze 26
16-400 Suwałki
Polska
Telefon: 87 566 57 08

OBSERWUJ NAS


Suwalski Klub Sportowy Wigry. Wszystkie prawa zastrzeżone

Projekt i wykonanie: R&P New Media