OFICJALNY SERWIS KLUBU
FACEBOOK INSTAGRAM YOUTUBE TWITTER
Prawda, półprawda i fałsz czyli Krystek na tapecie
2 maja 2013, 10:37

Prawdą jest, że śpiewa, jak każdy „Słowik”, gra w piłkę najlepiej jak potrafi, a że potrafi świadczy to, że po roku treningów w zespole juniorów znalazł się kadrze II ligowych Wigier, a dziś jest jednym z podstawowych zawodników, jest strażakiem ochotnikiem, bo chce nieść pomoc drugiemu człowiekowi.

Nie jest prawdą, że, jak napisano w „Księdze imion”: lubi czarować kobiety na … jedną noc, bo „Mam dziewczynę jedną, jedyną” i „jestem pewny, że będę z nią do końca życia”.

To tylko niektóre tematy poruszone w rozmowie z Krystianem Słowickim, 21-letnim pomocnikiem suwalskich Wigier

Gratuluję zdobycia gola w meczu ze Stalą w Stalowej Woli, gola na wagę jakże cennych trzech punktów. To twój piąty gol w II lidze, ale nie pierwszy dający Wigrom zwycięstwo. Pierwszy w II lidze, zdobyty 25. września 2010 roku też dał Wigrom zwycięstwo 1:0. Który z tych goli sprawił ci większą radość?

Krystian Słowicki: Cenniejszy był ten pierwszy, z Olimpią. Stawiałem wówczas pierwsze kroki w zespole seniorów prowadzonym przez trenera Marka Witkowskiego.  Ale tego też zapamiętam, bo dał nam trzy punkty pozwalające myśleć o utrzymaniu się w II lidze.

Prawie 70 spotkań w II lidze to jak na 21-latka…

K.S.: Z jednej strony sporo, z drugiej mogło być więcej.  To tylko i aż II liga. Ale generalnie jestem zadowolony z tego, że gram.

Pochodzisz z gminy Rutka-Tartak, gminy, która na sportowej mapie powiatu suwalskiego jest białą, niemal przezroczystą plamą. Okazuje się, że nawet na takim sportowym pustkowiu, rodzą się perełki, czego jesteś najlepszym dowodem.

K.S.:  Piłkę  nożną zacząłem uprawiać dopiero jak przyszedłem do Suwałk i rozpocząłem naukę w Zespole Szkół Technicznych. Nauczyciel wf pan Leszek Remiszko, powiedział, że mam sportową smykałkę i powinienem pójść do Wigier i zacząć trenować. Poszedłem z dwoma kolegami z klasy i zostałem do dziś. Chyba rzeczywiście miałem smykałkę bo po tygodniu treningu zagrałem w meczu juniorów młodszych i w debiucie strzeliłem dwa gole. Graliśmy wówczas w Choroszczy…

Nie oszalałeś wówczas ze szczęścia? Taki debiut  to niemal cud?

K.S.:  Oszaleć nie oszalałem, ale byłem szczęśliwy.  Wszak zagrałem w prawdziwej drużynie, a nie w meczu amatorów,  ze starszymi, często znacznie, panami  którzy brali młodziaka żeby miał kto biegać nie tyle za  piłką, co po piłkę. Swój tak szybki debiut, a był to rok 2009, zawdzięczam ówczesnemu terenowi panu Mariuszowi Magierskiemu.

Rok później zadebiutowałeś już w II lidze.

K.S.:  Po roku gry w juniorach trener Zbigniew Kaczmarek dokooptował mnie do szerokiej kadry pierwszego zespołu. Ale u niego nie zdążyłem zagrać. Zadebiutowałem, jak wspomniałem, u trenera Witkowskiego.

Masz za sobą epizod z reprezentacją Polski.

K.S.:  Szkoda, że tylko epizod, ale tak się złożyło. Dostałem powołanie do Gdańska na konsultacje kadry U-19, prowadzonej przez trenera Michała Globisza. Dziś wiem, że przyszło ono za wcześnie, że za krótko trenowałem z seniorami, za mało grałem żeby przebić się do takiej reprezentacji, jaką wówczas była U-19.  Po pierwszym sparingu trener dał do zrozumienia, że środkowi pomocnicy, ja i jeszcze jeden chłopak, nie pamiętam skąd, coś potrafią, ale po drugim wiedziałem, że na grę w kadrze jestem jeszcze za zielony. I tak moja krótka przygoda z reprezentacją się skończyła. Pozostały wspomnienia i zdjęcia.

Dlaczego mówisz, że się skończyła? Czyżbyś nie wierzył, że stać cię na grę na poziomie wyższym niż II liga? Z tej klasy rozgrywkowej raczej nie ma szans by dostrzegli cię trenerzy z ekstraklasy, o kadrze nie wspominając.

K.S.:  Póki co nie miałem żadnych propozycji gry z innego klubu. Ale, jak każdy sportowiec, myślę o tym by grać w jak najlepszej drużynie, wystąpić w koszulce z orłem na piersi. To normalne, ale czy możliwe? Czas pokaże. Na razie jestem w Suwałkach, gram w Wigrach i zrobię wszystko, żeby w tym sezonie drużyna utrzymała się w II lidze, a w następnym walczyła o coś więcej. Im wyższa pozycja Wigier, tym większe szanse, że ktoś zauważy nas, zawodników.

Tylko w pierwszym sezonie nie zostałeś ukarany żółtą kartką, W drugim było ich 10, teraz …

K.S.:  Już pięć…

Czyli szanse na wyrównanie rekordu z ubiegłego sezonu wciąż są. Za co karali cię sędziowie?

K.S.: Za agresywną grę, za walkę.

A nie jest to sprawa twego charakteru?

K.S.:  Nie. Moja dziewczyna mówi, że nie poznaje mnie kiedy wychodzę na boisko, że to jest inny człowiek.

Nic dziwnego, wszak przystojniaków w Wigrach, a także w zespołach rywali, o trybunach nie wspominając, nie brakuje? Jak ma na imię twoja wybranka?

K.S.: Joanna, a zdrobniale Asia.

No tak, nie samą piłką człowiek, zwłaszcza młody, żyje…

K.S.:  To fakt. Podjąłem studia, ale nie udało mi się pogodzić nauki z uprawianiem sportu. Postawiłem zatem na sport. Ale ze zdobycia  wyższego wykształcenia nie zrezygnowałem. Odłożyłem to na później. Poza tym interesuje mnie muzyka rockowa. Gra cała moja rodzina: dziadek, tata, brat. Ja, ganiając za piłką, niestety nie nauczyłem się grać na żadnym instrumencie. I tego dziś żałuję. Z bratem jeżdżę jednak na koncerty. Wkrótce wybieramy się do Gdańska.

Będziesz za bratem nosił gitarę, czy śpiewał, bo ro robić każdy może, trochę lepiej, lub trochę gorzej?

K.S.: Jak twierdzi mój dziadek: Słowiki śpiewać potrafią i ja śpiewam. Chyba trochę lepiej, bo w podstawówce miałem sukcesy w tej dziedzinie.

I zdradziłeś piosenkę dla piłki nożnej?

K.S.:  Nie, bo piłka nożna zawsze była ważniejsza.

Cz wiesz co oznacza twoje imię?

K.S.:  hmmm… nigdy się nad tym nie zastanawiałem.

To sięgnijmy do „Księgi imion”.  Krystian to imię pochodzenia grecko-łacińskiego,  od łacińskiego Christianus, co znaczy należący do Chrystusa.

K.S.: Jestem osobą wierzącą, chodzę do kościoła, ale, uprzedzając ewentualne pytanie, ministrantem nigdy nie byłem.

Imię to oznacza także mężczyznę przywiązującego się, lubiącego dom, kochającego rodzinne ciepło, mocno związanego z rodziną.

K.S.:  Z tym się zgadzam.

To powiedz coś o  swoje rodzinie.

K.S.:  Moja rodzina niestety rozsypała się. Rodzice nie znaleźli wspólnego języka.  Mieszkaliśmy wówczas w miejscowości Rowele – pozdrawiam mieszkańców bo gdybym tego nie zrobił, nie wybaczyliby mi.  Mama postanowiła zabrać dzieci, czyli mnie i mego brata i przeprowadziliśmy się do babci, czyli mamy mamy do Rutki-Tartak. Teraz mamy już mieszkanie w Rutce-Tartak. Moja mama pracuje w Norwegii i stara się zeby synowie mieli jak najlepszy byt. Zostałem z młodszym bratem, ale jakoś sobie radzimy. Pomaga mi trochę moja dziewczyna Asia, ale nie ma zbyt wiele czasu bo studiuje w Olsztynie.

Wracamy do „Księgi imion”, w której nasiano, że Krystian szybko się uczy, również języków obcych i jest przedsiębiorczy.

K.S.:  Znam angielski, uczyłem się rosyjskiego, ale tego drugiego tylko się uczyłem.  A z tą przedsiębiorczością to już przesada, bo jestem rozrzutny.

Krystian jest bardzo aktywny, nie potrafi usiedzieć w miejscu, dlatego uwielbia sport i wycieczki. Ze sportem się zgadza, a z wycieczkami…

K.S.:  Kiedyś byłem u mamy w Norwegii, a w ubiegłym roku z Asia w Grecji, na wycieczce, którą dostałem w klubie jako zawodnik sezonu.

Ma też zamiłowanie do blefowania, skłonności do hazardu, ale też nieźle gotuje, przez co ma skłonność  do tycia.

K.S.:  Nadwagi nie mam, więc z tym tyciem to nieprawda. Generalnie jestem człowiekiem szczerym, mówię to co myślę i czuję. Nie interesuje mnie też hazard, a z gotowaniem jakoś sobie radzę. Wody na herbatę jeszcze nie przypaliłem.  Ale zdarzało się, że makaron z garnka uciekał, coś przesoliłem, przepieprzyłem.

A teraz słuchaj uważnie, bo to co teraz przeczytam może nie spodobać się Asi. Otóż: Krystian ma w sobie dużo uroku, którym lubi czarować kobiety na … jedną noc.

K.S.: … nie, z tym się nie zgadzam, taki nie jestem… Mam dziewczynę jedną, jedyną

W porządku, to ciąg dalszy charakterystyki: Kiedy spotka już swoją prawdziwą miłość jest jej wierny i dąży do stworzenia rodziny pełnej miłości i ciepła.

K.S.:   I to się zgadza w stu procentach.

 Jak poznałeś Joannę?

K.S.:  Razem uczyliśmy się w Szkole Podstawowej, a później w Gimnazjum w Rutce-Tartak. Asia dołączyła do nas w II klasie podstawówki. Coś tam się zawsze kręciło, ale razem jesteśmy od roku i myślę, że będziemy z sobą do końca. Nie, nawet nie myślę, ale jestem tego pewny.

 Dziewczyny, wiem że w gronie kibiców masz sporą grupę fanek, odpuścicie Krystianowi, nie wierzcie „Księdze imion”,  on już was nie będzie czarował, on spotkał już swoją prawdziwą miłość, z którą wiąże swoją przyszłość. Tę rodzinną. A zawodowo, co chciałbyś robić po zawieszeniu butów na kołku, bo taki czas przyjdzie.

K.S.: Chyba jak większość piłkarzy chciałbym zostać przy piłce jako trener. Niegłupim pomysłem byłoby też związanie się ze strażą pożarną. Jestem członkiem Ochotniczej Straży Pożarnej w Rutce-Tartak.

 O strażakach z Kwaśniewic zespół No To Co śpiewał, że: „…Zgaszą ogień, oddział nową pompę ma; Sikawkowy radę sobie da … . Dajesz sobie radę?

K.S. Chyba tak. Do młodzieżowej drużyny OSP wstąpiłem jako uczeń gimnazjum. To była jakaś atrakcja w życiu wiejskiego chłopaka. Dźwięk syreny pobudzał wyobraźnię, ale też gdzieś w głębi serca czułem, że stojąc obok nie zrobię nic, a będąc na miejscu pożaru czy wypadku mogę komuś pomóc, może uratować czyjeś życie, albo dorobek życia. I chyba tym, chęcią niesienia pomocy drugiemu człowiekowi kierowałem się wstępując do OSP.

 Pamiętasz swoją pierwszą akcję?

K.S.:  Tak. I niestety była to akcja, w której nie byliśmy w stanie pomóc mężczyźnie przygniecionemu przez maszynę rolniczą. Tego się nie zapomina. Równie  bezsilny byłem na pierwszym pożarze. Kiedy dojechaliśmy na miejsce dopalało się już to, co zostało po stodole. Nam pozostało dogaszanie i pilnowanie, żeby pojawiające się jeszcze języki ognia nie przeniosły się na sąsiednie budynki. Stodoły nie uratowaliśmy, ale resztę zabudowań tak.

Czy wówczas nie zadałeś sobie pytania: po co ja tu jestem, przecież miałem pomagać, ratować, a to co zastałem to dowód mojej, ludzkiej i strażackiej bezsilności wobec żywiołu i wyroków boskich?

K.S.: Wątpliwości są zawsze. Może gdyby sygnał o pożarze czy wypadku dotarł wcześniej, może gdybyśmy przyjechali nieco szybciej, może, może… takich pytań zadaje się sobie mnóstwo. Ale po chwili przychodzi otrzeźwienie i myśli się, cóż takie los tym ludziom był pisany. Współczuję im, łączę się w bólu, ale mam też nadzieję, że dziś, jutro, czy innego dnia ktoś będzie potrzebował mojej pomocy i ja, jako strażak, mu jej udzielę.

Piłkarzowi Krystianowi Słowickiemu życzę sukcesów na boisku, strażakowi – tylu powrotów ile wyjazdów na szczęśliwie zakończone akcje i tego, abyś nigdy nie musiał gasić roznieconego już pożaru serca swego i Asi.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Tadeusz Moćkun

UDOSTĘPNIJ NA FACEBOOKU
SPONSORZY
SPONSORZY GENERALNI
PATRONAT SAMORZĄDOWY
SPONSORZY OFICJALNI
SPONSOR MEDYCZNY

WIGRY SUWAŁKI 1947-2017


RAZEM TWORZYMY LEGENDĘ

WIGRY SUWAŁKI S.A.


WIGRY SUWAŁKI S.A.

Zarzecze 26
16-400 Suwałki
Polska
Telefon: 87 566 57 08

OBSERWUJ NAS


Suwalski Klub Sportowy Wigry. Wszystkie prawa zastrzeżone

Projekt i wykonanie: R&P New Media